Gdyby Adam i Ewa byli Chińczykami nadal mieszkalibyśmy w raju…

…bo zamiast jabłka (pomarańczy, figi itp.) zjedliby węża.

Nie mam zamiaru wieszać psów na chińszczyźnie, bo mam wrażenie, że tego składnika akurat w tym nie brakuje. Mogę natomiast powiedzieć jedno – lubię chińszczyznę. Po polsku. Po amerykańsku. Po japońsku, nawet po niemiecku. Nie lubię tylko po chińsku.

Tak, tak. Są różne rodzaje, a każdy dostosowany do gustu i podniebienia lokalnego mieszkańca. Dopóki więc nie spróbujemy jedzenia w Chinach dopóty nie możemy twierdzić, że lubimy, a nawet, że  jedliśmy chińszczyznę.

Wybredna nie jestem. Tzn. nie do przesady. Lubię próbować, odkrywać nowe smaki, mieszać, łączyć, dodawać i rozdzielać. W Chinach to co innego. Można tam zapomnieć o wszystkim do czego przywykliśmy, wykarmieni babciną kuchnią.

Chińska chińszczyzna to jazda bez trzymanki. Prawdziwy survival na polu najbardziej podstawowej z ludzkich potrzeb. Inne są smaki, inne zapachy, inna konsystencja i inna etykieta spożywania. Dla niektórych powód do euforycznej wręcz chęci spróbowania wszystkiego, dla mnie dieta cud. 2 kg mniej w tydzień. I to bynajmniej nie z powodu posiłków zdrowych tudzież niskokalorycznych.

Przed wyjazdem natrafiłam w sieci na dużo ochów, achów i innych zachwytów na chińską kuchnią. Zderzenie z rzeczywistością było bolesne. Mogę dziś śmiało powiedzieć, że nie jestem fanką kuchni chińskiej. W Chinach. Bo w Polsce – uwielbiam.

A zatem wyjaśnijmy sobie coś:

KUCHNIA CHIŃSKA: coś takiego nie istnieje 🙂 Przynajmniej nie w dosłownym tego słowa znaczeniu. Państwo Środka to kraj przeogromny, w którym każdy region, prowincja, wioska i wioseczka ma swój niepowtarzalny, lokalny, kulinarny koloryt. Wszystkiego razem do jednego worka wrzucić się nie da. W każdym miejscu inna niespodzianka na talerzu. Jedno co łączy kulinarne upodobania Chińczyków to ryż. Zawsze i wszędzie, pod każdą postacią.

ZUPKI CHIŃSKIE: te dostępne w Polsce to de facto produkt wietnamski, ale to by zwracał uwagę na takie szczegóły? W Chinach zupki błyskawiczne je się często.  W domu, w biurze, w szkole, na zakupach, w poczekalni na pociąg czy autobus… Kombinacji jest wiele. A i okazji do spałaszowania tego chińskiego wynalazku nie brakuje. W supermarketach, na dworcach, w publicznych toaletach – wszędzie tam spotkamy maszyny dozujące wrzątek, tak aby w każdej chwili można się było uraczyć domowym obiadkiem. Że niby nie ma talerza i sztućców? Chińskie zupki w ich mateczniku to półlitrowe tekturowe kubki wypełnione makaronem, torebką z przyprawami, ostrym sosem, piklowanymi warzywami, ewentualnie dorzucona jest mini-parówka i składany widelec. Koszt zupki to 3-5 CNY 🙂

DSC_0128

RYŻ: wszechobecny na śniadanie, obiad i kolację; pałaszowany jako podstawa wielu dań (choć przesadą jest twierdzić, że wszystkich), a także w postaci zupki congee czyli nieodcedzonego, dość gęstego wywaru, oczywiście bez soli

PRZYPRAWY: Chińczycy lubują się w ostrym jedzeniu i co do tego nikt nie powinien mieć wątpliwości; osoby o niskiej tolerancji na ostre smaki powinny bardzo uważać, zwłaszcza gdy Chińczyk pyta czy dodać czerwono-brunatnego sosu 🙂

WEGETARIANIZM: ciężko być na takiej diecie w Chinach; tam wszystko jest z mięsem lub z mięsa; Chińczycy rozkochani są wręcz we wszelkiego rodzaju podrobach i można je spotkać dosłownie w każdej postaci – jako foliowane przekąski w supermarketach, w fastfoodach, w dobrych restauracjach, na targach i bazarach; nawet bezmięsne (i bardzo „cienkie” zupki) przygotowuje się na wywarze ze zwierzęcej skóry; dla miłośników naszych mniejszych braci pozostaje więc ryż i wszechobecna zielenina – kapusta, sałata, liście grochu lub pietruszki (oczywiście wszystko podawane po ugotowaniu w skórkowej zupce 🙂

RYBY: smaczne i łatwo dostępne, ale polecam tylko te rzeczne; ryby morskie to oprócz sporej dawki białka także doza różnych mikro i makroelementów takich jak kadm, rtęć, molibden. Ale co kto lubi.

CHIŃCZYK ZJE WSZYSTKO CO MA CZTERY NOGI, Z WYJĄTKIEM STOŁU (zasłyszane od znajomej Chinki):  to decydowanie prawda; w Chinach jest bardzo wysoko rozwinięta kultura jedzenia na ulicy; Chińczycy masowo gromadzą się w barach, często ulokowanych bezpośrednio na chodnikach gdzie dosłownie za grosze można kupić praktycznie wszystko, niektóre „przysmaki” są ciężkie do zidentyfikowania, ale dla amatorów mocnych wrażeń stanowić mogą nie lada pokusę.

ETYKIETA SPOŻYWANIA: przy jedzeniu głośno mlaskamy, ciumkamy, siorbiemy chlipiemy – to znak, że smakuje :); po posiłku nie zaszkodzi głośno bęknąć; a co tam! niech wszystko wiedzą, że było dobre i się przyjęło :); Chińczycy w restauracji zamawiają najczęściej kilka lub kilkanaście (w zależności od liczebności grupy) dań i podczas posiłku próbują wszystkiego „po trochu” dzieląc tym samym swoją ślinę równo między wszystkich uczestników spotkania; najwyraźniej nikomu to nie przeszkadza skro tradycja ta przetrwała tyle pokoleń 🙂

MENU: nie jest to z pewnością sprawa łatwa dla osobnika nie władającego językiem mandaryńskim; oprócz fastfoodów (gdzie menu jest z reguły obrazkowe i wisi nad głową kasjerowi) w chińskich restauracjach klient dostaje kartkę zapisana od góry do dołu zagadkowymi znaczkami i z tego chaosu musi wyłowić to co w danej chwili pragnie zjeść; można to zrobić na 2 sposoby:

sposób nr 1 – gramy w totolotka i wybieramy na chybił trafił licząc się z tym, że może być różnie

sposób nr 2 – próbujemy zapytać kelnera co też się kryje pod tym zagadkowym pismem (opcja dla niezbyt głodnych, gdyż całość może trochę potrwać)

Gdy zawiedzie sposób nr 2 należy przejść do sposobu nr 1 🙂

16

SUPERMARKETY: kupimy w nich przede wszystkim przekąski tj. kurze stopy, jajka tysiącletnie, świńskie uszy, wysuszone zwierzęce skórki w przyprawach, żołądki, serduszka, ozorki i flaczki, wężowe nalewki itp., herbatę, zupki instant, kolorowe napoje (w tym butelkowaną zieloną herbatę i chiński wynalazek MILK TEA); na próżno w nich jednak szukać produktów polskiego dnia codziennego tj. mleko, masło, pszenne/żytnie pieczywo, ser, wędlina, czekoladowe słodkości. Oczywiście w sieciówkach typu Carrefour, 7/11, Lawson  (które znajdziemy w większych miastach) ze wspomnianymi zakupami nie powinno być problemu, ale są one z reguły bardzo drogie w stosunku do wyrobów rodzimych, a do tego wybór tych delicji jest zazwyczaj bardzo skromny i ogranicza się często do 2-3 produktów danego typu.

SZASZŁYKI: tą właśnie nazwą można określić w Chinach wszystko co da się nabić na patyk, a potem bez trudu spałaszować – zatem w grze biorą udział parówki, ryby, różnorakie rodzaje i części mięs, owoce morza, grzyby  m.in. mun i shitake, warzywa, kapusta pekińska, sałata, pak choi no i oczywiście tofu czyli wszystko to czym chata bogata.

Jak się podaje szaszłyki? W tej sztuce panuje całkiem duża dowolność, mi.in.

sposób nr 1 – gotowanie składników nadzianych na patyk w mięsnym bulionie; dość łagodne w smaku

sposób nr 2 – smażenie składników nadzianych na patyk na blasze rozgrzanej do czerwoności; mogą być baaardzo ostre

sposób nr 3 – szaszłyko-kanapka czyli szaszłyk w bułce choć ciężko nazwać bułką ten rodzaj pieczywa 🙂

SŁODYCZE: Chińczycy nie są fanami słodkości znanych w Europie; możemy natomiast wybierać z całej masy cukierków, ciasteczek, lizaków, kandyzowanych lub suszonych owoców made in China; smak tych wynalazków chińskiej myśli cukierniczej jest bliżej nieokreślony natomiast konsystencję da się opisać jak najbardziej słowami: kruche i rozpadające się; na kandyzowanych owocach złamałam zęba, a suszone morele mają średnicę rodzynki przy czym większość zajmuje pestka. To tyle w temacie 🙂

photo1

SMACZNEGO!

Relacja – Chiny 2014

4 uwagi do wpisu “Gdyby Adam i Ewa byli Chińczykami nadal mieszkalibyśmy w raju…

  1. Generalnie w Chinach nigdy nie byłam, zupek chińskich nie lubię, ale od czasu do czasu na jakąś wege potrawę do polskiego Chińczyka pójść lubię. Ot tak, po prostu, dla urozmaicenia sobie kulinarnego życia 😉

    Polubienie

  2. Pewnym jest, że na temat chińskiego jedzenia każdy ma swoje odrębne zdanie. Ja jestem za, mnie się podoba. Zwyczajowo zamawia się tyle rodzajów posiłków ile jest osób przy stole. by się nimi potem podzielić ze współbiesiadnikami, więc można sobie podjeść do syta. Nie zawsze do końca wiem co jadłem 🙂 ale mi smakowało. Zawsze tez zostałem uprzejmie obsłużony ( nawet na ulicznym straganie) no i nie trzeba dawać napiwków.

    Polubienie

    • Dzięki temu własnie zwyczajowi (zamawiania kilku posiłków) miałam możliwość spróbowania naprawdę ogromnej ich liczby (zwykle stołowałam się z grupą 3-5 Chińczyków) i jakoś nie zapałałam miłością do tego typu kuchni 🙂 Na szczęście są inne, no i polski Chińczyk 🙂
      A co do napiwków, to masz rację. To wielki plus dla tego narodu, że nie wyciągają ręki za każdym razem jak tylko kiwną palcem 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s