Zakupoholik w Nowym Orleanie

Kiedy urlopowe wojaże dobiegną końca wracamy do domu z pustymi kieszeniami, wydrenowanym portfelem i walizkami wypełnionymi wakacyjnymi bibelotami. To właśnie pamiątki są niemymi świadkami przygód jakich było nam dane doświadczyć. Za kilka kilka miesięcy kiedy naszą ekscytację i blednące wspomnienia przykryje kurz, te kilka przedmiotów, które zabraliśmy ze sobą z innego świata opowie raz jeszcze naszą historię. Zużyte bilety, poplamione serwetki z restauracji, kolorowe magnesy na lodówkę i brzęczące bransoletki znacznie zyskują wtedy na wartości.

Jeśli lubicie zakupy to w Nowym Orleanie odnajdziecie swoją ziemię obiecaną. Chyba w żadnym innym amerykańskim mieście nie ma, podczas zwiedzania, tylu okazji do nabycia lokalnych pamiątek. Fioletowo-zielone korale, maski, wisiorki, bransoletki, koszulki, laleczki voodoo, repliki instrumentów muzycznych, torebki, płyty z muzyką jazzową, kostiumy karnawałowe, stare książki i woluminy, magiczne zioła to tylko niewielki kawałek z tego nowoorleańskiego tortu. Jak spośród gąszczu chińskiego rękodzieła wybrać rzeczy naprawdę cenne i wartościowe, takie które będą cieszyć nie tylko ogarnięty wspomnieniami umysł, ale również nasze oczy?

DSC_0319

Proponuję zatem krótką wycieczkę tropem najciekawszych sklepów Nowego Orleanu.

8:00 – „First things first” jak mówi znane angielskie przysłowie. Rozpoczynijcie dzień przy dobrej latte w Cafe Du Monde skąd już tylko rzut beretem do osławionego French Market – najstarszego „centrum” handlowego Nowego Orleanu. To, ponad dwustuletnie, targowisko słynie w całej Luizjanie. Warto zaopatrzyć się na nim w karnawałową maskę, „must-have” podczas karnawałowego Mardi Gras. Im bardziej kolorowa, finezyjna tym lepiej. I koniecznie przybrana piórami! Dla tych, którzy lubią mocne wrażenia idealna będzie laleczka voodoo. Nigdy nie wiadomo kto nam się wkrótce narazi…

10:00 – Zostawcie za sobą jarmarczne stragany francuskiego targu i skierujcie się na Royal Street. Antyczne sklepy, które dumnie prężą tu fasady przypominają z wyglądu raczej muzea aniżeli sklepy. Bez pokaźnego zapasu gotówki (ewentualnie złotej karty kredytowej) nie opuścicie tego rewiru z naręczem reklamówek, ale warto trochę choć pokluczyć między tymi zabytkowymi murami. Jeśli będziecie mieli szczęście i traficie do MS. Rau w chwili, gdy jest tam właściciel, pan Bill Rau z pewnością opowie Wam historię swojej rodziny do trzech pokoleń wstecz. Nawet przy Waszym zdecydowanym sprzeciwie :). Antyki, które znajdziecie w tym sklepie kosztują majątek, ale są istną skarbnicą wiedzy o mieszkańcach dawnej Luizjany. W 2012 r. sklep obchodził setne urodziny!

11:30 – W poszukiwaniu idealnego miejsca na zakup pamiątek koniecznie musicie zajrzeć do Forever New Orleans. Wśród setek, jeśli nie tysięcy, lokalnych bibelotów sprzedają tutaj również ręcznie robione mydła o zapach skomponowanych w taki sposób, aby nieodłącznie kojarzyły się z Luizjaną i jej najbardziej znanym miastem. Zapach bagien głębokiego południa USA podczas kąpieli – bezcenne!

12:00 – Kiedy zaczyna powoli burczeć w brzuchu warto pospieszyć w kierunku Magazine Street i zajrzeć do słynnego Mahony’s Po-Boy Shop. Jest to miejsce wprost idealne przed kolejną, popołudniową, rundą zakupową. Jeśli jeszcze nie próbowaliście najsłynniejszej kanapki Luizjany to właśnie tutaj należy jej skosztować. Serwowany tutaj „Peacemaker” to wielokrotnie nagradzany champion wśród tego typu kanapek. Jako suwenir z obiadu, oprócz dodatkowego tłuszczyku na brzuchu, można kupić pamiątkowy T-shirt lub wisiorek.

13:00 – Czy wiedzieliście, że Nowy Orlean ma swój własny Tydzień Mody? Jeśli tak jak ja nie mieliście o tym pojęcia, to spacerując wzdłuż Magazine Street zaczniecie coś podejrzewać. Ciężko przejść obojętnie obok niezliczonych butików z ubiorem wszelkiej maści. Niektóre z nich mają naprawdę niepowtarzalny styl i charakter. Kto wie, może to właśnie ubraniami z ulicy Magazynowej inspirują się wielcy kreatorzy mody projektując stroje do niezbyt użytkowych kolekcji haute couture.

15:30 – Na dobre zakończenie męczącego (a jakże! zakupy to harówka!) popołudnia można spróbować szczęścia w Hazelnut.  Jeśli fortuna jest łaskawa można tam wyśledzić Bryana Batta – aktora znanego z Mad Men. W innym przypadku można się zaopatrzyć w zestaw kunsztownych (i drogich!) akcesoriów do domu.

16:30 – Ileż łatwiej by było pokonać Magazine Street autobusem! Kiedy nogi omdlewają ze zmęczenia tylko ta jedna myśl wydaje się sensowna. Do czasu. Kiedy w końcu dotrzecie do Canal Place Waszym oczom ukaże się kolejny przybytek garderobianej rozpusty. Może nawet kupicie kolejne designerskie szpilki w sklepie Michaela Kors’a.

18:00 – Przed kolacją warto zaopatrzyć się w bilety na jeden z koncertów jazzowych, które można dostać niemal wszędzie. Dopiero wtedy możecie odpocząć w jednym z licznych barów popijając Hurricane lub Tequila Mockingbirds.

Happy shopping 🙂

ZAKUPOHOLIK

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s