Tallin 2014 – relacja z wyjazdu

Dwa lata temu gościłam u siebie w ramach couchsurfingu pewną Chinkę z Rotterdamu :), która w Warszawie kończyła podróż szlakiem państw bałtyckich. Z zapartym tchem słuchałam wtedy opowieści o jej przygodach, a wszystko to okraszone naprawdę rozległą wiedzą o historii i polityce tych rejonów. Wstyd się przyznać, ale nie stanowiłam wówczas godnego partnera do rozmowy. Moja znajomość republik bałtyckich, skądinąd przecież dość podobnych kulturowo do naszego kraju, była wtedy naprawdę znikoma. Mogłam się co najwyżej pochwalić jako taką wiedzą dotyczącą geografii północno-wschodniej Europy, ale nic poza tym. To właśnie wtedy postanowiłam, że muszę tam pojechać i na własnej skórze doświadczyć wszystkiego, o czym tak interesująco rozprawiała Chen.

Okazja do zaplanowania podróży pojawiła się dopiero rok później. W czasie jednej z wielu promocji LOTu udało mi się kupić za więcej niż rozsądną kwotę (124,00 zł) przelot na trasie Warszawa – Tallin + Ryga – Warszawa. Z racji tego, że od momentu nabycia biletu (listopad 2013) do wyjazdu (lipiec 2014) upłynęło grubo ponad pół roku całkiem solidnie przygotowałam się do tej podróży.

Przelot z  Warszawy do Tallina trwa mniej więcej 1,5 godziny, ale na miejscu trzeba przestawić wskazówki zegarka godzinę do przodu. Tym sposobem do Estonii przybyliśmy około 14:00.

photo1

Tallińskie lotnisko jest stosunkowo nieduże, ale przy tym całkiem nowoczesne i świetnie skomunikowane z centrum miasta. Nie spiesząc się zbytnio dotarliśmy do punktu informacji turystycznej zlokalizowanego na Starym Mieście w niespełna 30 minut.

DSC_0205

Po skompletowaniu kilku interesujących mapek i niemal tony przeróżnych ulotek ruszyliśmy żwawo do hotelu. Jedynym kryterium, według którego wybierałam nocleg w Tallinie była cena. Może to z racji szczytu sezonu w Estonii, a może z powodu przystąpienia do UE, nie znalazłam nic tańszego niż 49 euro za pokój ze śniadaniem i w dodatku oddalony od centrum o jakieś 1,5 km. Gdyby nie znaleziony przypadkiem kod promocyjny obniżający wartość mojej rezerwacji o 20 euro, pewnie bardzo bym żałowała tego wyboru, ale jak się nie ma co się lubi to… :).

Hotel, w którym przyszło nam spędzić pierwszą noc był mocno zaniedbanym reliktem socjalistycznej epoki, z pewnością pamiętającym towarzysza Stalina w roli małego szkraba. Śniadanie w niczym nie poprawiło mojej oceny, gdyż kilka kromek chleba, wyrób podobny do sera tylko z koloru i obślizgła wędlina to nie jest to, czym mogłabym się zachwycić. Było za to wifi i łazienka w pokoju. Czy można chcieć więcej? 🙂 Po chwili odpoczynku ruszyliśmy na pierwszy rekonesans. Droga z hotelu do centrum wiodła przez nowszą część miasta, choć na moje oko wciąż trochę zaniedbaną i noszącą cały czas znaki minionej epoki.

Tallin to najstarsze miasto stołeczne w północnej Europie i jednocześnie Europejska Stolica Kultury z 2011 r. Pierwsza zachowana o nim wzmianka pochodzi z zapisków tajemniczego al-Idrisiego. Wtedy miasto było tylko niewielką osadą. Przez kolejne 800 lat w Tallinie pojawiały się stopniowo kolorowe budynki, smukłe wieżyczki oraz piękne pałace i klimatyczne zajazdy, które dziś stanowią jedną z najchętniej odwiedzanych atrakcji turystycznych.

DSC_0183

Co tu dużo mówić, naszą przygodę z Estonią rozpoczęliśmy głodni jak wilki więc historia i zabytki miasta zeszły początkowo na dalszy plan. Na pierwszy ogień poszedł za to osławiony przez podróżników z całego świata Drakon III. Ta znajdująca się w dolnych partiach ratusza jadłodajnia jest miejscem jedynym w swoim rodzaju. Wystrój wnętrza stylizowany na  średniowieczny charakter pobudza nie tylko wyobraźnię, ale przede wszystkim apetyt. No i pachniało tam nieziemsko. Pierwszy głód zaspokoiliśmy zatem dość szybko daniem popisowym Drakona– zupą z łosia.

ZUPAZLOSIA

Jako antyfanka wszelkiego rodzaju mięsa przyznaję ze wstrętem :), że była wyśmienita, nie tylko w smaku ale i w sposobie podania. Jak przystało na prawdziwe średniowiecze, posiłek wychlipaliśmy prosto z naczynia, w którym go podano. Sztućców oczywiście nie podano. Jako drugie danie wybraliśmy, równie słynne co zupa, naleśniki z leżącego nieopodal baru Kompressor. Tym sposobem wprost ze średniowiecza przenieśliśmy się w 10 minut do jednej z radzieckich republik za starych dobrych czasów, kiedy wszyscy mieli po równo :). Same naleśniki zachwyciły zarówno różnorodnością jak i smakiem. Cena niestety nie powalała, ale była do strawienia.

photo2

Z pełnymi żołądkami i niestety lekko przez to senni wybraliśmy się na rekonesans Starego Miasta. Nie patrząc zbyt często na mapę, ale za to z szeroko otwartymi oczami, zwiedziliśmy to urokliwe miejsce niemal wzdłuż i wszerz.

Starówka w Tallinie to jedno z najlepiej zachowanych średniowiecznych miasteczek w Europie. Oczywiście nie mogło jej przez to zabraknąć na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Placu Ratuszowego, na którym stoi gotycki ratusz wzniesiony w początkach XIII wieku. Na dachu budynku wznosi się wysoka na 64 metry ośmiokątna wieżyczka, na której zamontowano wiatrowskaz przedstawiający Starego Tomasza – symbol Tallina. W pogodne, letnie dni można stamtąd zobaczyć fantastyczną panoramę miasta. Podobno.

DSC_0022

Nie skorzystaliśmy jednak z tej możliwości i skierowaliśmy się w stronę jednej z najstarszych aptek w Europie – Apteki Magistrackiej. Obecnie można w niej zakupić zarówno nowoczesne farmaceutyki z najwyższej półki jak i tradycyjne preparaty przygotowywane na podstawie receptur rodem ze średniowiecza. Spytałam czy mają jakiś preparat na uzależnienie od podróży, ale dostałam odpowiedź, że to w gruncie rzeczy choroba nieuleczalna. Czyżby Pani Aptekarka czytywała Kapuścińskiego? 🙂

DSC_0216

Choć nie jestem fanką zwiedzania kościołów, trudno poznawać Tallin bez tego sakralnego akcentu. Najbardziej charakterystyczne świątynie na Starówce to te największe. Kościół św. Mikołaja może się poszczycić najstarszym w Tallinie portalem dekoracyjnym, a ten pod wezwaniem świętego Olafa, z wieżą mierzącą prawie 124 metry, jest najwyższym budynkiem sakralnym w Estonii. Na przełomie XVI i XVII wieku był również najwyższą budowlą na świecie.

Na zakończenie dnia zawędrowaliśmy do portu, gdzie rzekomo miał się odbywać festyn. Po dotarciu na miejsce zakupiliśmy kilka magnesów na lodówkę i obeszliśmy wszystkie zakamarki z jedną konkluzją na koniec spaceru – szału nie było. Ot, kilka straganów z pamiątkami, stoiska z lokalnymi wyrobami spożywczymi i mnóstwo liczących na rozrywkę turystów. Jak widać całkiem niesłusznie.

DSC_0050

Latem w całej Estonii występuje zjawisko białych nocy. Oznacza to ni mniej ni więcej, że bardzo długo jest jasno, a słońce zachodzi dopiero około 23:00. Tym sposobem, kiedy wycieńczeni całym dniem wracaliśmy do hotelu późnym wieczorem, miałam nieodparte wrażenie, że marnujemy dzień :). Na szczęście, nie było zbyt dużo czasu na roztrząsanie tego „problemu”. Zasnęłam z chwilą, kiedy moja głowa dotknęła poduszki.

Kolejny dzień zaczął się dla nas dość wcześnie za sprawą stada mew (?), które tuż obok okna urządziły ptasią autostradę i w kakofonii ogłuszających wrzasków latały w te i wewte jak oszalałe. Przez chwilę poczułam na własnej skórze klimat z filmu Hitchcocka.

Skoro nie dane nam było dospać jeszcze trochę, zeszliśmy na śniadanie (moją opinię na ten temat już znacie) i niedługo potem ruszyliśmy nieśpiesznie w kierunku drugiego hotelu, gdzie czekał kolejny pokój w cenie 30 euro (po wykorzystaniu rabatu 20 euro) z równie kiepskim śniadaniem i tym razem z łazienką na korytarzu. W tak zwanym międzyczasie obejrzeliśmy zdecydowanie mniej turystyczną, bo mieszkalną część miasta. Estonia to generalnie mały kraj, zasiedlony przez nieco ponad 1,5 miliona ludzi. Nic więc dziwnego, że i jej stolica nie poraża wielkością ani tym bardziej gęstością zaludnienia. Chwilami miałam wrażenie, że to takie miasto widmo, opuszczone przez mieszkańców w wielkim pospiechu. Od czasu do czasu przejeżdżał samochód, światła na ulicy się zmieniały, ale nie było widać przechodniów i nawet pies z kulawą nogą nigdzie się nie włóczył. Tylko Starówka tętniła życiem, cała reszta miasta była jakby uśpiona.

DSC_0111

Punkt 12:00 zameldowaliśmy się przed wejściem do informacji turystycznej, skąd chwilę później ruszyła darmowa wycieczka po Tallinie. Okazało się, że uzbierała się całkiem spora grupka turystów z całego świata. Wychodząc z zasady, że w kupie raźniej, podążaliśmy krok w krok za przydzieloną nam przewodniczką i chłonęliśmy każde jej słowo, a trzeba przyznać, że potrafiła opowiadać.

DSC_0118

DSC_0159

Wspólnie zobaczyliśmy kolejny ważny punkt w mieście – wzgórze Toompea. Jest to miejsce, w którym znajdują się główne budynki estońskiego rządu, w tym łososiowa 🙂 (lepiej nie drażnić Estończyków twierdząc, że to różowy) siedziba biur premiera – posiadłość Stenblock. W zamku Toopea natomiast mieści się aktualnie estoński parlament, co można poznać po wywieszonej na 45-metrowej baszcie fladze Estonii – niebiesko-czarno-białej.

DSC_0169

Naprzeciw zamku wznoszą się pękate kopuły ukończonej w 1900 roku prawosławnej Katedry św. Aleksandra Newskiego – najwspanialszej moim zdaniem świątyni w Tallinie. Podobno dzieła sztuki sakralnej, które obecnie można w nim podziwiać to tylko 40% z dawnego zbioru arcydzieł zgromadzonych ku chwale Najwyższego. Reszta przepadła bezpowrotnie w wojennej zawierusze.

DSC_0162

Będąc w okolicy nie mogliśmy odpuścić najważniejszej luterańskiej katedry pw. Świętej Marii Dziewicy, w której mieszkali kiedyś biskupi Tallina oraz inni wysocy rangą duchowni w kraju. Na mnie jednak wrażenia nie zrobiła. Może to z powodu przepięknej prawosławnej poprzedniczki, a może dlatego, że świątynie protestanckie raczej nie grzeszą bogatym zdobnictwem.

Poruszając się przez cały czas po wzgórzu Tompea dotarliśmy kolejno do punktów widokowych Patkuli oraz Kohtuotsa, z których rozciągały się wspaniałe widoki na tallińską Starówkę i Zatokę Fińską. Wycieczka dobiegła końca wczesnym popołudniem, czyli w sam raz żeby udać się na obiad. Skorzystaliśmy z rady naszej przewodniczki i poszliśmy do knajpki o dumnej nazwie Golden Piglet. Jak się można domyślić lokal słynął z wieprzowiny w każdej postaci toteż jako posiłek dla dwóch osób zamówiliśmy talerz różnego rodzaju kiełbas. I choć, tak jak wspominałam, nie jestem fanką mięsa, już drugi raz w tym mieście dałam się na nie namówić.

photo6

photo5

Nim się zorientowaliśmy na zegarze wybiła 16:00. Zmęczeni upałem i intensywnym zwiedzaniem postanowiliśmy spędzić resztę popołudnia na tallińskim wybrzeżu i tam też ruszyliśmy powolnym krokiem.

Największa przystań Estonii, a jednocześnie uważana za najlepszy teren dla plażowiczów jest dzielnica Pirita. Zmierzając w tamtym kierunku, pomiędzy Starówką a portem minęliśmy dzielnicę o nazwie Rotermann, słynącą przede wszystkim z nowoczesnej architektury. Usytuowane tam budynki przemysłowe przebudowano zgodnie ze współczesnymi trendami i muszę przyznać, że uzyskano tym całkiem przyjemny dla oka efekt. Stamtąd w kilkanaście minut dotarliśmy do barokowego Pałacu Kadriorg, który zbudowano jeszcze za czasów cara rosyjskiego Piotra Wielkiego. Budynek stoi w zachwycającym i niezwykle zadbanym parku, podobno najlepiej zaprojektowanym terenie zielonym w całej Estonii. Śmiem twierdzić, że może to być prawda :). Teren jest ogromny, a przy tym sielsko spokojny i uroczo romantyczny.

Po opuszczeniu kompleksu parkowego bardzo szybko dotarliśmy do tallińskiego amfiteatru, gdzie co 5 lat odbywa się Estoński Festiwal Pieśni. Najlepszą reklama tej budowli jest jednak moim zdaniem fakt, że gościł on takie sławy jak choćby Madonna, The Rolling Stones, Michael Jackson czy Tina Turner. Jaka szkoda, że akurat nic takiego nie miało miejsca podczas naszego pobytu :(.

Ulica wiodąca do Pirita, gdzie w efekcie już nie dotarliśmy (zmęczenie i upał zrobiły swoje) dała nam niepowtarzalną możliwość spojrzenia na Stare Miasto i bardziej nowoczesną część Tallina  z zupełnie innej perspektywy – nieodmiennie urokliwej. Tak urokliwej jak samo miasto.

DSC_0291

DSC_0304

Tym miłym akcentem nasz pobyt w estońskiej stolicy dobiegł końca. Nazajutrz z samego rana wyruszyliśmy na spotkanie kolejnej bałtyckiej stolicy. O tym co nas tam spotkało przeczytacie w następnym poście.

11 uwag do wpisu “Tallin 2014 – relacja z wyjazdu

  1. Do Tallina planujemy wybrać się w przyszłym roku w maju, więc z niecierpliowością czekałam na Twoje wrażenia! Trochę jestem zaskoczona ceną hotelu (przed zniżką), ale najwidoczniej szczyt sezonu i odpowiednia jakość nie zawsze idą w parze 😉 Niemniej na podstawie tekstu i zdjęć zdecydowanie stwierdzam, że trzeba o Tallin zahaczyć 🙂 Łososiowa siedziba premiera – bezcenne!
    P.s. mapki nadal nie ma…:( Chyba rzeczywiście trzeba było spotkać sie na rowerach.. co z tą pocztą..? 😦

    Polubienie

    • Cieszę się jeśli choć trochę podtrzymałam Wasze postanowienie zobaczenia Tallina 🙂 Koniecznie skorzystajcie z Free Tallin Tour, naprawdę warto 🙂 My byliśmy tak zadowoleni, że daliśmy naszej przewodniczce 5 euro napiwku 🙂
      Co do mapki to strasznie się dziwię, że jeszcze nie dotarła 😦 Wysyłałam też do Wrocławia (3 dni później niż do Was) i dostałam maila, że listonosz już zawitał. Teraz żałuję, że nie wysłałam poleconym 😦

      Polubienie

  2. Jakoś ten północny kierunek podróży jakoś nigdy mnie nie pociągał. Ale patrząc na Twoje zdjęcia może jednak warto by było się tam wybrać? Cóż, czas pokaże, a póki co trzeba się zacząć pakować do Albanii 😀

    Polubienie

    • Tallin bardzo mi się podobał, ale gdybym musiała wybierać to pewnie postawiłabym na Albanię 🙂 Tak więc jedź, rób zdjęcia i pisz relację, bo jeśli nadarzy się okazja na pewno nie omieszkam pożerować na Twoim doświadczeniu 🙂 🙂

      Polubienie

  3. Niedawno studiowałem wiedzę o krajach bałtyckich na olimpiadę z geografii w szkole 🙂 W miarę zdobywania wiedzy, coraz bardziej zakochiwałem się w Estonii. Jest niezwykła!
    Zamierzamy wybrać się w przyszłym roku do Tallinna samochodem, odwiedzając jeszcze wyspy u zachodnich wybrzeży Estonii 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s