Towarzysz podróży poszukiwany

Brzmi prawie jak ogłoszenie matrymonialne. Pani pozna Pana dowcipnego, władającego suahili i 3 dialektami Indian znad Amazonki, który w wolnych chwilach lubi upolować anakondę i żeby był brunetem – pisze Ona. Jako, że nie chcę być posądzana o seksizm od razu tłumaczę, że to tylko przykład. W życiu nie tak łatwo znaleźć kompana na wyprawę poza kanapową strefę komfortu. Nawet przy tak „niewielkich” wymaganiach na przeszkodzie do wyruszenia w podróż stanie brak czasu, zbyt drogi bilet lotniczy, niedostateczna ilość urlopu, dzieci, mąż, żona, babcia, ciocia, kuzyn, kwiatek w doniczce, samochód w garażu albo kolor ściany w salonie. Słowem – COŚ. Cokolwiek. Byleby nie jechać. Bo niby chcą, marzą, przytupują nogami w niecierpliwym oczekiwaniu, ale jak przychodzi co do czego to ZONK. Bo….. I tu możecie wybrać coś z mojej listy, albo dodać własne spostrzeżenia. Z pewnością pomysłów nie zabraknie.

Czy Wy też macie takich znajomych?

Najpierw marudzą, że oni też by tak chcieli, że jak super spać na lotnisku 😉 (nieświadomi biedacy!), że następnym razem to oni z nami jadą, choćby się waliło i paliło nic ich nie powstrzyma. No i przychodzi godzina zero – pojawia się bilet lotniczy do USA za 150 euro. Najpierw szok, niedowierzanie i jak tylko szczęka wraca z podłogi do pozycji wyjściowej – telefon do znajomych. I co słyszę?

– Ehhhhh, nie wiem jeszcze co będę robił w przyszłym roku.

Tak jakbym pytała co zrobi na śniadanie za 5 miesięcy i czy założy wtedy czerwone gacie.

– Trochę za drogo, poczekam jeszcze.

No tak, bo przecież 600 zł za bilet wart 2000 zł to rozbój w przysłowiowy biały dzień! Zawsze ceniłam ludzi interesu.

–  Nie mogę zdecydować od razu…

Jasne. 10 lat planowania roadtripu po USA to zdecydowanie za mało. Najlepiej dobrze przemyśleć tę decyzję, np. kolejną dekadę. Wtedy nic już nie zaskoczy. Ewentualnie starość.

Mogę tak wymieniać długo. Tak jak i Wy mam znajomych ( 🙂 zdarza się każdemu). Część z nich co pewien czas spławia mnie takim tekstami w chwili, kiedy dzwonię z propozycją wyjazdu, a po powrocie narzeka, że ich nie wzięłam. A ja się nie uczę na błędach i za każdym razem, kiedy tylko wypatrzę jakąś promocję sięgam po telefon. I po co to wszystko? Do odpowiedzi na to pytanie natchnęła mnie Nika w komentarzu do mojego poprzedniego posta.

Ustaliliśmy już mam nadzieję, że jak ktoś nie chce to znajdzie wymówkę, nieważne jak bezsensowna by była. Nie i już. Bo tak. Na ten argument nie ma dobrej przeciwwagi. Ale na polu bitwy zostajemy MY. Czyli osoby, które CHCĄ i PODRÓŻUJĄ – bo jesteśmy bogaci, bo nie pracujemy na etacie, bo nie mamy dzieci, bo gazownia i elektrownia wspaniałomyślnie postanowiły dawać nam media w prezencie, a wspólnota mieszkaniowa zrzuca się na nasz czynsz.

No więc? Bazując na swoim doświadczeniu śmiem twierdzić, że nie ma sensu prosić kogokolwiek, żeby raczył z nami wyjechać. Po co? Żebyśmy mu mogli zorganizować plan zwiedzania, zarezerwować noclegi i wyjaśnić w jaki sposób przygotować się do podróży? No cóż, znam takie firmy, nazywają się biura podróży, które zrobią to z nieskrywaną radością.

Niestety brutalna prawda jest taka, że ja lubię organizować wycieczki. Nawet bardzo. Okres pomiędzy kupnem biletu a wyjazdem to dla mnie czas niemal tak samo szczęśliwy jak sama podróż. Niestety mam jedną wadę. W podróży mało rzeczy mi przeszkadza. Za to innym przeszkadza bardzo wiele. Ludzie często zapominają o podstawowej zasadzie (która powinna obowiązywać wszędzie, nie tylko podczas wyjazdu), że jeśli nie angażowali się podczas przygotowań nie powinni za dużo narzekać, zwłaszcza jeśli problem dotyczy tłoku w lokalnym autobusie albo niemal maratońskiej (w rzeczywistości raptem dwukilometrowej) odległości z hotelu na plażę.

No więc po co to wszystko, ja się pytam?

Żeby nie jechać samotnie? Bo fajnie podróżować w duecie? Bo nie wyobrażacie sobie wyjazdu tylko we dwójkę? Bo jesteście zwierzętami stadnymi i potrzebujecie do życia znajomych?

To dobre argumenty. Nawet bardzo. Nie zamierzam przekonywać, że podróże w pojedynkę są fajne, albo że nie są. Każdy ma swój własny i sprawdzony sposób. Niektórzy potrzebują drugiej osoby, inni wolą bez towarzystwa (tacy mają łatwiej ;)). Tak już jest ten świat skonstruowany.

Najistotniejsze jest jednak to, żeby nie robić nic na siłę. Czasem nie warto trzymać się jednej grupy znajomych. Podróż po to właśnie jest, żeby poznać NOWYCH ludzi. A jeśli w dalszym ciągu nie jesteście przekonani wystarczy wpisać w wyszukiwarce hasło „towarzysz podróży” i można przebierać jak w ulęgałkach :). Na świecie są setki tysięcy osób takich jak Wy, lubiących podróżować, ale nie mogących znaleźć właściwego kompana. Wystarczy poszukać.

Pamiętajcie jednak o tym, że podróżnicze bratnie dusze nie muszą wcale współgrać w innych płaszczyznach. Tak było kiedyś ze mną. Praktycznie każdy wyjazd odbywałam w słodkim duecie i w końcu zapragnęłam pojechać w większej grupie (choćby po to, żeby ciągle nie prosić obcych ludzi o zrobienie zdjęcia). Dość szybko znalazłam anonsik pewnej pary, która wyjeżdżała dokładnie w tym samym kierunku i czasie. Zrządzenie losu? Jak się wkrótce okazało nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Doszło do tego, że po kilku wspólnie spędzonych dniach mieliśmy siebie nawzajem dosyć, ale każdy udawał, że jest inaczej. Zaklinanie rzeczywistości w pełnej krasie ;). Pewnego wieczoru, zmęczeni swoim towarzystwem bardziej niż trudami podróży, zdeklarowaliśmy się, że zostajemy w swoich pokojach i odpoczywamy po nużącej jeździe autokarem. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że pół godziny później spotkaliśmy się wszyscy na paradzie w centrum miasta 😉

A Wy jakie macie doświadczenia?

22 uwagi do wpisu “Towarzysz podróży poszukiwany

  1. Ja niestety należę do tych osób, które radość podróży kochają dzielić z kimś i totalnie nie wyobrażam sobie wyjazdu sama… Nawet odrobinę zazdroszczę osobom, które kochają podróżować same, ja tracę jakąkolwiek radość z wyjazdu już na samą myśl, że miałabym ją odbyć sama. Podobnie zresztą jak mój mąż – dlatego przy każdym kolejnym wyjeździe obiecujemy sobie, że zrobimy wszystko aby namówić naszych znajomych na wspólną podróż… Niestety, część otwarcie mówi, że nie odnalazłaby się w naszym sposobie podróżowania, część niby chce ale zawsze wymyśli wymówkę a część nadal jest odrobinę wystraszona takimi miejscami jak Gruzja, Tajlandia, Indonezja, Kambodża i ogólnie cała Azja (co dla mnie jest zupełnie niezrozumiałe)… Na całe szczęście nadal mam ( co prawda coraz mniejszą 😦 ) grupkę wspaniałych dziewczyn, które jestem w stanie namówić na europejski weekendowy trip 🙂 Może nie zawsze – ale nawet te dwa babskie wyjazdy w roku to super czas 🙂

    Polubienie

    • Prawdę powiedziawszy ja też nie wyobrażałam sobie kiedyś podróżowania w pojedynkę i to dokładnie z tego samego powodu co Ty. Ale przeszło mi po pierwszym wyjeździe, na który z różnych powodów MUSIAŁAM wybrać się sama i połknęłam bakcyla 🙂 Ale mimo wszystko nadal lubię podróżować z drugą osobą. Wtedy troski dzieli się na dwa, a szczęście mnoży razy dwa 🙂
      Pozdrawiam serdecznie!

      Polubienie

  2. Ja lubię i podróże samodzielne i podróże ze znajomymi czy z rodziną. W sumie to czasami wręcz nie mogę się zdecydować co jest lepsze 😉
    I ogólnie nie zdarzyło mi się mieć problem z towarzystwem, zawsze ktoś chciał się przyłączyć. Ale ja nie zawsze chciałam – są kierunki, które wolę sama 😀

    Polubienie

  3. Przez długi czas miałam rewelacyjnych kompanów do podróży. Z kumpelą i kumplem przejechałam spory kawał Świata. Nigdy nie było problemów, fajnie nam się podróżowało. Niestety potem trochę się pozmieniało i już nie wyjeżdzamy razem. Nadal się kumplujemy i zostały wspaniałe wspomnienia. Teraz wygląda to bardzo różne, już nie jest tak prosto namówić kogoś na kolejną wyparwę. Zwykle jeżdziłam w towarzystwie innych osób ale ostatnio myślę o tym żeby się gdzieś wybrać sama.

    Polubienie

    • Wiem jak to jest. Im jest sie starszym tym więcej dzieli nas z osobami, które w czasach szkoły lub studiów były nam bliskie 😦 Ale spróbuj sie odważyć na samotna podróż, myśle ze nie pocałujesz, a być może odkryjesz nowy sposób na wyjazdy 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  4. Ogolnie to lepiej jechac samemu niz z kims, kogo towarzystwo nam wybitnie nie odpowiada. Osobiscie mialem doczynienia i z towarzyszami umilajacymi mi podroz, jak i takimi, przy ktorych caly czas myslalem o koncu wycieczki, czy wymowce by pozbyc sie towarzystwa.

    Ale i tak najwiecej doswiadczen mialem z ludzmi, ktorzy wykazywali chec wyjazdu, a jak przyszlo od slowa do czynu to cisza w eterze tudziez jakies wymowki. A im wiecej lat na karku tym bedzie ciezej, bo koledzy wiodacy „normalne” zycie beda mieli co raz mniej czasu i checi – dlatego w przytoczonym ogloszeniu moja rada taka:

    „Sama naucz sie suahili. Bedzie szybciej.” 😉

    Polubienie

  5. I dlatego właśnie jeżdżę sama. Nie ma znaczenia, czy do Azji, czy do Berlina. W podróży wolę samotność nawet od towarzystwa ludzi, których bardzo lubię i bardzo dobrze znam. Nie muszę na nikogo się oglądać, do nikogo dopasowywać. Samolubne, ale wychodzi mi na zdrowie 😉

    Polubione przez 1 osoba

  6. Uśmiechnęłam się na widok Twojego wpisu, bo dokładnie w tym samym momencie pisałyśmy notki na ten sam temat. Mnie jednak nie zastanawiają ludzi, którzy niby chcą, a później się okazuje, że jednak nie. Bo jak to sama ujęłaś – nic na siłę. Najgorsze – jak dotąd – było dla mnie szukanie osoby, która by ze mną pojechała, kiedy akurat trwała jakaś niesamowita promocja. Myślałam wtedy, że dostanę kota, bo czas leciał, a znajoma podejmowała decyzję trzy dni…
    Przez takie oglądanie się na innych wiele okazji przeszło mi koło nosa, dlatego teraz jadę sama – pierwszy raz sama na dłużej i aż jestem ciekawa, jak sobie dam radę. Nie obawiam się rozwiązań organizacyjnych i logistycznych, tylko tego, abym potrafiła się odezwać do ludzi – druga osoba dodaje mi odwagi. Natomiast wiem, że sama ze sobą będę się czuć doskonale, bo miałam takie przypadki współtowarzyszy podróży, że wracałam z wyjazdu tak psychicznie zmęczona, że powinnam była wtedy brać dodatkowy urlop… Taka osoba jest w stanie zepsuć najpiękniejsze wspomnienia. Taki był mój ostatni dłuższy wyjazd i teraz jestem niezwykle ostrożna w doborze osoby towarzyszącej, słuchając przede wszystkim swojej intuicji.

    Polubione przez 1 osoba

    • Z tego co napisałaś wynika, że wiele osób boryka się z problemem „niezdecydowanych” znajomych 🙂 Na całe szczęście ja raczej nie straciłam dużo okazji, bo z reguły kupowałam interesujące mnie bilety bez względu na ilość chętnych na wspólny wyjazd, ale doskonale Cię rozumiem.
      Co do samotnej podróży to nie musisz się martwić. Ludzie sami Cię wyłowią w tłumie – podejdą, zagadają. Przekonasz się. Jeszcze zatęsknisz za chwilą samotności 😉

      Polubienie

  7. To był ostatni wpis jaki tu zastaliśmy.Od tego czasu minęły już cztery miesiące i nic nie wiemy na temat bohaterów owej wymiany zdań.Czy żyją? Czy od tego czasu odbyli już jakąś podróż? Pozostanie to dla nas zagadką.Tak oto kończy się interesująca historia stenogramu trawelki i jej gości.

    Polubione przez 1 osoba

  8. Nic dodać nic ująć. Mam to samo, tzn oczywiście następnym razem pojadą 🙂 a jak juz przychodzi co do czego, to wiadomo … jutro dopiero kasa itp itd. Przestałam sie oglądac na kogokolwiek, samej moze trudniej może łatwiej, nie wiem, na pewno drożej 🙂 No cóż? 🙂 A co dzieje się po podrózy? Ogladamy zdjecia ktore zrobiłam i jakie fajne miejsca są na świecie i co słyszę: ja tez tak chcę. No ręce opadają 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  9. Przeczytałam ten artykuł w najlepszym momencie. Jak ja dobrze znam te wymówki! W zeszłym roku ledwo co uprosiłam jedną osobę na podróż na zaledwie 3 dni do Hiszpanii, ale teraz o nie! Koniec z proszeniem, błaganiem, lataniem za wszystkimi, jakbym wymagała co najmniej udziału w maratonie na Saharze.
    Wczoraj zrobiłam ostatnią potrzebną mi rezerwację do upragnionej podróży po Skandynawii. I lecę SAMA, coraz bardziej się z tego ciesząc :-). Zwłaszcza po przeczytaniu tego artykułu i komentarzy.
    Na prawdę, nie mogę już dłużej słuchać tych wymówek, a jeszcze lepiej jak ktoś mi powie „ty to masz dobrze, żadnych obowiązków, żadnych wydatków, możesz sobie zwiedzać świat, a ja to taki biedny…”.
    Mam 2 prace, studiuję, do tego mam kilka czaso i pieniędzochłonnych hobby :-). No ale nie mam dzieci i nie pracuję na pełen etat, to co ja tam wiem o życiu. Nieważne też, że na moją podróż muszę odłożyć równowartość 2, 3 moich pełnych pensji, a do tego normalne codzienne wydatki nie opłacą się same. Nieee, lepiej nazwać mnie bogatą gówniarą bez obowiązków, która na wszystko sobie może pozwolić. Także tego :-).
    Cieszę się na moją wyprawę niesamowicie (niestety dopiero w lipcu, tyle czekania jeszcze!) i cieszę się, że tym razem nikogo nie spytałam i uniknęłam tych bzdur, „czemu ktoś strasznie by chciał, ale niestety nie może” ;-).
    Trzymajcie za mnie kciuki!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s