Z Coyhaique na północ czyli coś o powrotach

Ha! Wiecie kim jestem? OPTYMISTKĄ! I na dodatek okazało się, że tancerką również.
Skąd to przypuszczenie? Wyczytałam gdzieś ostatnio, że optymista to ktoś kto zrozumiał, że zrobić krok w tył po tym, jak się zrobiło krok w przód to nie tragedia.

To cza-cza.

Zatem skoro już wiecie kto siedzi po drugiej stronie monitora, mogę przejść do historii właściwej.

Bardzo, bardzo nie lubię się cofać (tylko do tyłu rzecz jasna). Tym razem nie miałam jednak wątpliwości. Muszę wrócić.
Kiedy jechałam przez Chiloe podobało mi się to, co widzę. Trasa z Chaiten na południe do Puyuhuapi też była miła dla oka. Właściwie to Chile spodobało mi się od początku. Nie serwują tutaj typowej turystycznej papki. Zwiedzanie tego kraju wymaga nieco trudu i przygotowania, ale za to tutejsze widoki wynagradzają każdy poniesiony wysiłek.
Wiedziałam o tym jadąc do Berlina z rowerem pod pachą. Wiedziałam, że będzie ciężko, że jak coś pójdzie źle to mogę liczyć tylko na siebie. Wszystkiego byłam świadoma. Co innego jednak teoretyzować i myśleć o czymś, a co innego doświadczać tego na własnej skórze…

A zebrałam trochę tych doświadczeń po drodze. Mam wrażenie, że w niecałe 3 tygodnie przeżyłam wiecej niż przez ostatni rok. Zmarzłam, przemokłam, spaliłam skórę do czerwoności, nadwyrężyłam mięśnie (nawet takie, o których istnieniu nie miałam pojęcia), zarobiłam setki siniaków, pogryzły mnie jakieś egzotyczne robale, nabawiłam się odcisków i wydałam majątek na czekoladę. A podobno pogoda i tak jest w tym roku wyjątkowo łaskawa. I po co to wszystko?

Zadawałam sobie to pytanie codziennie bez przerwy. Oświeciło mnie dopiero w Coyhaique. To dlatego musiałam wrócić na północ.

Dla tych widoków warto się męczyć. Warto mieć zakwasy i warto przez cały czas być głodnym. Przy słonecznej pogodzie jazda rowerem przez chilijski region XI to podróż:

* fantasy – do krainy Hobbitów
* w przestrzeni – w nasze polskie Bieszczady i Pieniny
* w przeszłość – do prehistorii, w której dominowała natura
* w głąb siebie – do niewysłowionych myśli

IMG_0481

Oglądając te cudowne krajobrazy z okien pędzącego auta czułam, że tracę sens całej podróży. Nie miałam nigdy w zamyśle pobijać jakiegokolwiek rekordu, własnego czy cudzego. Nie uparłam się, żeby przejechać Patagonię rowerem dla zasady, po to, by udowodnić, że mogę. Rower miał mi pomóc w głębszym poznaniu tego co widzę, w nieśpiesznym oglądaniu i kontemplacji rzeczywistości.
I właśnie wtedy, w aucie, zrozumiałam fenomen jazdy rowerem. Zobaczyłam wyjątkowość Carretery Austral. Tego nie da się poczuć zza szyby pojazdu.

image

IMG_0479

IMG_0480

Spakowałam do plecaka kilka najmniej potrzebnych na drogę drobiazgów, trochę ubrań i   zapas jedzenia. Zostawiłam to wszystko w gospodzie, w której właśnie spędziłam noc i ruszyłam z kopyta.

image

Plan zakładał powrót w okolice Lago Tres Torres czyli mniej więcej 60 km na południe od miejsca, gdzie „znalazł” mnie Julio. Trochę własnymi siłami, trochę rowerostopem i się udało. Ale łatwo nie było. Przynajmniej do spotkania pierwszego Chilijczyka. Ten, kierowany ciekawością postanowił dać odpocząć w swoim aucie sierotce na rowerze, która jadąc pod wiatr niemal stała w miejscu. W czasie kilkunastominutowej podwózki gadał jak najęty. Niestety oprócz kilku podstawowych zwrotów nie mam pojęcia o czym mówił. Może spowodował to brak prawej jedynki, albo lewej dwójki. A może za słabo znam hiszpański… Najważniejsze, że całą drogę śmiał się jak wariat. Chyba dobrze się bawił.

Jechałam jeszcze mniej więcej dwie godziny, kiedy trafił się następny chętny i tak, w miłej atmosferze luźnej pogawędki dotarłam w miejsce przeznaczenia całkiem jeszcze wczesnym popołudniem. Jako, że nie czułam dużego zmęczenia postanowiłam wracać do Coyhaique, tym razem skupiając się na widokach, a nie na rozmowie. Tym razem było dużo przyjemniej. Wiatr, zamiast przeszkadzać, pchał mnie do przodu z zawrotną prędkością. Tego dnia szczęście było zdecydowanie po mojej stronie.mKedy wieczorem dotarłam do niewielkiej wioski Manihuales w poszukiwaniu kempingu spytałam o drogę w przydrożnej hospedaje.

– Skąd jesteś? – zapytała właścicielka

– Z Polski – odparłam

– Możesz spać tutaj. Nocleg jest ze śniadaniem. 10 000 pesos.

– Dziękuję, ale chyba wolę kemping. Jest darmowy.

– No tak, ale to w lesie. To niebezpieczne. Podróżujesz sama?

– Tak…

– Więc śpij u nas.

– Dziękuję, ale już mówiłam, że…

– Za 1000 pesos. Jesteś odważna. Podoba mi się to.

Chyba nie muszę tłumaczyć, gdzie spędziłam tę noc? 🙂 Warunki były prawie polowe. BARDZO skromny pokój, brudny i brzydki. Ale… miałam ciepłe łóżko, gorący prysznic, świeżo upieczony chleb na kolację, pożywne śniadanie i nawet wifi w pakiecie. Czy można chcieć więcej? W dodatku za równowartość 6 zł?

Do Coyhaique zostało mi około 85 km. Wyruszyłam rano, żeby w spokojnym tempie dotrzeć do miasta przed zachodem słońca. Droga na tym odcinku jest pięknie utwardzona i gdyby nie wiatr, znów wiejący w niewłaściwym kierunku, z pewnością zawitałabym w tym mieście dużo wcześniej. A tak, przez prawie 10 godzin drogi mogłam podziwać krajobrazy XI Regionu Chile do znudzenia :). Nie żałuję. Było pięknie. Zaczęłam się nawet zastanawiać dlaczego na Chile mówi się Mała Nowa Zelandia, a nie na odwrót – Małe Chile o Nowej Zelandii? 🙂

image

IMG_0509Coyhaique jest przepięknie położone.

imageJadąc doń z północy można podziwiać panoramę miasta ze specjalnie przystosowanego punktu widokowego. Stamtąd jest już z górki. I właśnie tam, kilka kilometrów przed osiągnięciem celu złapałam drugą gumę. I drugą na powierzchni utwardzonej :). Stanęłam więc grzecznie na poboczu i w przypływie totalnego lenistwa czekałam, aż dętka sama się zmieni. Jak się łatwo domyślić nic takiego nie nastąpiło, ale chwilę później zjawiła się Pani w samochodzie i tymże samochodem podwiozła mnie do centrum.

Ńie tylko krajobrazy w Chile są piękne.

9 uwag do wpisu “Z Coyhaique na północ czyli coś o powrotach

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s