Ciężko, ciężej, jeszcze piękniej – z Coyhaique do Chile Chico

Coyhaique opuszczałam zrelaksowana, wypoczęta i bardzo pozytywnie nastawiona na przyszłość.

„Szczęście mi sprzyja” – cieszyłam się w myślach. Nienajgorsza pogoda do jazdy, zapierające dech w piersiach krajobrazy i niezwykle ciepli, pomocni ludzie wokół. „Jest dobrze, nawet lepiej niż się spodziewałam”.

Chile ma jednak to do siebie, że jest niesamowicie zróżnicowane. Ta prosta zasada tyczy się wszystkiego. Nic nie trwa tu wiecznie. Moja dobra passa też się gdzieś ulotniła.

Patagońska pogoda słynie ze swojej zmienności. Przygotowałam się jednak na to. Zabrałam ciepłe odzienie i zestaw „gotowego na każde warunki podróżnika” – kurtka plus spodnie z membraną gore-texową. Zabrałam czapkę i rękawiczki. W razie potrzeby mogłam to wszystko na siebie założyć i żadne wichury ani ulewy mi nie straszne (przynajmniej tak sobie do czasu naiwnie myślałam). Nie wiedziałam jednak, że przyjdą dni, kiedy zamiast ubierać – zechcę wszystko zdejmować. Własną skórę bym wtedy chętnie zdjęła.

Poczułam go już kilka kilometrów za Coyhaique. Żar z nieba. Upiorny, palący skwar, przed którym nijak nie dało się ukryć. Podczas kilkugodzinnej jazdy zużyłam niemal całą tubkę kremu z filtrem a i tak pod koniec dnia skóra na twarzy i rękach piekła niczym rana posypana solą. A ja się martwiłam, że zmarznę…Nie wiatrem, nie deszczem, to słońcem! Patagonia nie zna pojęcia „łaskawość”.

Krajobrazy zmieniały się jak w kalejdoskopie. Góry zalesione, góry zaśnieżone, góry kolorowe, góry szarobure, łąki, pastwiska, skały, pustkowia… Zielony, ukwiecony miszmasz powoli zostawał jednak w tyle.IMG_0500

IMG_0513

IMG_0510Coraz więcej ostrych jak brzytwa skał i ogromnych pustych przestrzeni robiło smutne wrażenie. Do tego to piekielne słońce! Kiedy w końcu zrobiło się nieco chłodniej, ja w dalszym ciągu wylewałam z siebie hektolitry potu. Tym razem to nie upał dawał się we znaki. Zaczęły się schody. A właściwie pagórki. Ponad 1400 metrów przewyższeń na odcinku kilkudziesięciu kilometrów. Kolejne piekło. Tym razem bez słońca. Tym razem dla nóg. Tego dnia pobiłam swój rekord „prędkości”- 7 km/h.

Tuż przed zmrokiem dojechałam do Parku Narodowego Cerro Castillo, gdzie wycieńczona do granic, padłam jak kawka pięć minut po wtuleniu się w śpiwór. Nawet powieka by mi nie drgnęła gdyby zjawił się strażnik żądając zapłaty za pole namiotowe. Ale nie przyszedł. Chyba…

Rankiem zdałam sobie sprawę, że to jeszcze nie koniec. Musiałam zdążyć na wieczorny prom do Chile Chico, a w perspektywie kolejne kilometry. W dalszym ciągu pod górę. Rozum wiedział co robić, ale nogi najchętniej wysunęłyby się ze stawów i wybatożyły mnie po tyłku za tak niedorzeczny pomysł jakim było wsiadanie na rower.

IMG_0508

IMG_0511Chciałoby się powiedzieć, że pognałam na południe jak błyskawica, ale to już zakrawa o mitomanię. Uściślając – powlokłam się dalej na południe. Jechałam, jechałam, jechałam i…. NAGLE moim oczom ukazał się znak ostrzegawczy. Ach co to było za wspaniałe ostrzeżenie! UWAGA! 6 KM OSTRYCH ZJAZDÓW.

Kiedy pędziłam na dół z prędkością dźwięku moje obolałe nogi miały wakacje. Nie mogę tego jednak powiedzieć o dłoniach. Te z kolei z nadludzką siłą ściskały hamulce, bo 60 km/h na zakręcie bez zabezpieczń przyprawiło mnie niemal o zawał.

Kiedy stanęłam na platformie widokowej u stóp tej diabelskiej serpentyny zobaczyłam kolejną – tym razem nieco mniej piekielną, ale za to wyjątkowo fotogeniczną.IMG_0505Razem ze mną podjechała biała furgonetka. Trochę mnie zdziwiło, kiedy jeden z jej właścicieli spytał czy może mi zrobić zdjęcie, a drugi poprosił o wywiad. Czyżby czytali mojego bloga? 😉

Piórka szybko mi jednak opadły, kiedy obaj Panowie zgodnie przyznali, że są „tylko” dziennikarzami na usługach argentyńskiego „Patagon Journal” i „Mirador of Patagonia”. Tak czy owak wywiadu udzieliłam ;). A co?!

Mimo że bez piórek poleciałam w dół jak na skrzydłach. Droga była tak cudownie gładka i na dodatek znów W DÓŁ. Spodobała mi się tak bardzo, że bez pardonu minęłam skręt do Puerto Ibanez i popędziłam tam, gdzie widok „przysłaniały” ośnieżone szczyty Andów. Zorientowałam się dopiero po mniej więcej 2 kilometrach. Ale to były piękne kilometry.

Puerto Ibanez to niewielka mieścina położona na północnym brzegu Lago Carrera General. IMG_0499Średnio raz dziennie odpływają stamtąd promy do Chile Chico, co stanowi ogromny skrót na trasie z Coyhaique do Cochrane – dwóch patagońskich hubów przesiadkowych. Kiedy w pocie czoła dotarłam do portu zostały mi jeszcze trzy godziny oczekiwania. Spożytkowałam je najlepiej jak tylko mogłam – gapiąc się w hipnotycznie turkusową toń jeziora.IMG_0497IMG_0503

Jezioro Carrera General jest największe w Patagonii i jednocześnie najgłębsze w całej Ameryce Południowej. Rozdziela Chile i Argentynę, gdzie znane jest pod nazwą Lago Buenos Aires. Choć zdecydowanie mniej popularne niż peruwiańsko-boliwijskie Titicaca, moim zdaniem, o wiele piękniejsze i wciąż jeszcze nieskomercjalizowane.

IMG_0498

Rejs z Puerto Ibanez do Chile Chico trwał niewiele ponad dwie godziny. W cieplutkich promieniach zachodzącego słońca wody jeziora przybierały fantasmagoryczne kształt i niesamowite barwy. Siedząc na górnym pokładzie, słuchając gitary Claptona zakmnęłam oczy i prawdziwie odpłynęłam. Gdzieś pomiędzy Chile i Argentynę.

Za takiej chwili warto przejechać rowerem prawie 1000 km. Warto przemierzyć pół świata. Warto opuścić swoją bezpieczną przystań…

image

3 uwagi do wpisu “Ciężko, ciężej, jeszcze piękniej – z Coyhaique do Chile Chico

  1. Cudne zdjęcia !!! I naprawdę wierzę, że warto trochę pocierpieć, pomęczyć się żeby coś takiego zobaczyć. Trzymam kciuki za kolejny etap podróży 🙂 I mam takie pytanko, może byłaby możliwość wrzucenia mapki z Twoją trasą? Łatwiej by było Cię zlokalizować 🙂

    Polubienie

  2. Twoje cierpienie podróżnicze, to słodkie cierpienie. Znowu ładnie to opisałaś. Masz talent, nie tylko do pedałów.
    A mapka podróży, albo jakiś, lokalizator byłby pomocny, popieram sugestię Ani.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s