Japonia 2013

Data: 17.01.2013 – 26.01. 2013

Trasa: Osaka-Kioto-Tokio-Kamakura-Tokio

WPISY DOTYCZĄCE TEJ PODRÓŻY

1. Japońskie informacje praktyczne

GALERIA

 RELACJA

Nie taka Japonia droga jak się ją liczy

Kolorowe drzeworyty z górą Fuji w tle, Godzilla, magiczna ceremonia parzenia herbaty, haiku, Czarodziejka z Księżyca i odbierające zdolność logicznego myślenia horrory – to wszystko układało się w obraz Japonii, który przez lata formował się w mojej głowie. Pomimo to, kraina gejszy i samurajów nigdy nie leżała w sferze moich najbliższych podróżniczych planów. Powód był banalny – koszty.
Okazuje się jednak, że przy odrobinie szczęścia oraz dużej dozie spontaniczności i kreatywności można się tam wybrać na tydzień za mniej niż ustawa o minimalnym wynagrodzeniu przewiduje.

Kiedy usłyszałam o promocji włoskich linii lotniczych Alitalia nie wierzyłam, że może się to udać. 15 minut później byłam już posiadaczką biletu lotniczego na trasie Wenecja – Osaka – Tokio – Mediolan za, drenującą kieszeń kwotę, 67,43 euro. Póki co, bez żadnych planów i bez pomysłów. Klikając w pole „ZAPŁAĆ” wiedziałam tylko, że taka okazja szybko się nie powtórzy. Nie minął więc miesiąc jak siedziałam w samolocie ściskając w dłoni przewodnik po świecie, w którym toalety śpiewają, a śmieci przed wyrzuceniem należy umyć i wysuszyć.
Z Polski do Włoch można się dostać za grosze na wiele sposobów. Wybrałam więc przelot tanimi liniami do Bolonii a stamtąd pojechałam do Wenecji koleją. Nockę spędziłam w pozycji embrionalnej na lotniskowych fotelach i już skoro świt mogłam stawać w kolejce do odprawy na przelot do Osaki z kilkugodzinną przesiadką w Rzymie Fiumicino. Dla jednych takie okienko w podróży to tylko nużące czekanie, a dla mnie kolejna okazja do zwiedzania bez konieczności ponoszenia dodatkowych kosztów.

Miasto Nic-Nie-Warte
Kiedy dotarłam do centrum Osaki było już południe. Mój napięty grafik przewidywał wyjazd do Kioto następnego dnia rano zatem nie miałam wiele czasu na aklimatyzację w nowej rzeczywistości. Od razu więc ruszyłam na podbój tego trzeciego pod względem wielkości miasta Japonii. Jako priorytet obrałam zobaczenie najstarszej buddyjskiej świątyni w kraju. Niestety żaden z jej fragmentów nie jest dziś oryginalny, a jedyny element przypominający o pradawnych korzeniach, to strzegąca wejścia brama tori pochodząca z XIII w.
Kolejnym ważnym punktem na mojej liście był zamek zwany złotym lub brokatowym. Jego budowa rozpoczęła się w 1583 na miejscu dawnej świątyni Ishiyama Honganji, która została zniszczona trzynaście lat wcześniej. W tamtych czasach był to największy zamek w Japonii. W późniejszych latach ta majestatyczna budowla była wielokrotnie atakowana, niszczona, przebudowywana, a raz nawet, w wyniku uderzenia pioruna, spłonęła jej wieża. Obecna, żelbetonowa konstrukcja została zbudowana w 1931 roku i cudem przetrwała naloty w okresie II Wojny Światowej. Główne prace remontowe ukończono jednak dopiero w 1997 roku. Aktualnie we wnętrzach zamku mieści się muzeum opowiadające jego dzieje na przestrzeni wieków. Za symboliczną opłatę można na miejscu wypożyczyć ubiór stylizowany na zbroję samuraja lub kimono gejszy i choć przez chwilę poczuć atmosferę feudalnej Japonii.
Z zamku skierowałam się prosto do Dotonbori. Bijące po oczach neony, kolorowe billboardy, ruszające się kraby na fasadach restauracji, gwar, śmiech, elektroniczna muzyka płynąca z salonów gier – to właśnie kwintesencja najbarwniejszej dzielnicy Osaki. Właśnie tam zjadłam najlepsze w moim życiu sushi, które pomyłkowo przyprawiłam zieloną herbatą w proszku.
Kiedy zdecydowałam o powrocie do hotelu było już bardzo późno. Zmęczona 30-godzinną podrożą, oszołomiona blaskiem świateł i nowymi wrażeniami wracałam niespiesznym krokiem wśród krętych uliczek. Nigdy wcześniej, w żadnym mieście nie czułam się tak pewnie i bezpiecznie. A przecież to właśnie w Osace w latach 20-tych XX w. powstała najbardziej znana z organizacji yakuzy – Yamaguchi-gumi. Samo określenie yakuza wywodzi się ze starej, hazardowej gry w karty. O zwycięstwie każdorazowo decyduje ostatnia cyfra sumy kart z rozdania. Najgorszą możliwością jest więc układ kart o nominałach 8, 9 i 3 dający wynik 20, co oznacza, ze gracz otrzymuje 0 punktów. Nazwy kart o tych wartościach wymawia się „ya”-”ku”-”sa” – co oznacza „nic-nie-warte”.

75 60 23 15 127 169 186 35 31

Ostoja tradycji
Podczas gdy Osaka to stolica przedsiębiorczości, Kioto – nabrzmiałe historią, jest skarbnicą kulturalną Japonii. Oba miasta dzieli około godzina jazdy pociągiem. Kioto jest dość duże, zatłoczone i hałaśliwe. Posiada 2 linie metra i bardzo dobrze rozbudowaną sieć komunikacji naziemnej. Dobrym pomysłem jest zakup całodziennego biletu na wszystkie linie autobusowe, które dowiozą nas do największych atrakcji miasta, podczas gdy metro kursuje przeważnie w obrębie dzielnic biznesowych i mieszkalnych.
W dawnej stolicy imperium japońskiego jest aż 17 obiektów wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Nie było zatem łatwo wybrać te najbardziej interesujące. W efekcie, spacerując pomiędzy słynnymi dzielnicami Gion i Higashiyama, dotarłam do bram pięknej świątyni Yasaka. Datowane na 1350 rok sanktuarium jest niezwykle tłumnie odwiedzane przez pieszych turystów przechadzających się słynną dzielnicą gejsz. Mimo dużej powierzchni kompleksu czułam się w nim bardzo klaustrofobicznie. Entuzjaści staroci powinni odwiedzić Shinmonze-dori, kilka przecznic dalej od Shijo-dori w dzielnicy Gion. Mieszczą się tu wszelkiej maści sklepy z parawanami, zwojami, porcelaną, wyrobami z brązu i laki. Prawdziwy raj dla kolekcjonera. Oczywiście pośród wyrobów japońskiego rzemiosła można także spotkać rękodzieło koreańskie i chińskie. Nie jest to jednak żadna azjatycka tandeta, jakiej pełno spotyka się w świecie, ale piękne i unikalne przedmioty mogące stanowić ozdobę każdej kolekcji.
Już po zmroku przeszłam tunelem ustawionym z setek cynobrowych bram tori na terenie Fushimi Inari Taisha – świątyni lisa. Zbudowano ją w IX w. na cześć tego zwierzęcia, które jak uważają rolnicy jest posłańcem boga plonów. Niestety z powodu korków przegrałam wyścig z czasem i nie dotarłam przed zamknięciem do zbudowanego w 1603 roku zamku Nijo – siedziby pierwszego szoguna Okresu Edo (1603-1867)- Tokugawy Ieyasu. Czym jednak byłaby przegrana bez nagrody pocieszenia? Wokół bram zamku, zupełnie na wolności, dumnie spacerował piękny ptak. Niezrażony błyskiem fleszy i dźwiękiem spustu migawki dumnie pozował na tle siedziby japońskich władców.
Na dopełnienie dnia postanowiłam się zgubić w nieskończonym labiryncie korytarzy, wśród sklepików, restauracji i tarasów widokowych na… Dworcu Centralnym, skąd odjeżdżał mój nocny autobus do Tokio.
Budynek Kyoto Station został wzniesiony z okazji 1200-lecia powstania tam stolicy. W 1997 roku otwarto go dla publiczności. Dziś stanowi według mnie idealną przeciwwagę dla wyobrażenia wielu zagranicznych turystów, którzy widzą w Kioto tylko dawną stolicę tradycyjnej Japonii. Futurystyczny design i atmosferę budynku wymyślił japoński architekt Hara Hiroshi. Chciał prawdopodobnie poprzez nowoczesną stylistykę ukazać na wskroś tradycyjne i konserwatywne Kioto. Czy mu się to udało? Ogromny główny hol z odsłoniętymi stalowymi belkami na dachu, zwany jest dzisiaj Matrix i odzwierciedla zarówno strukturę samej stacji jak i układ sieci ulicznej miasta. Jedno jest pewne – na dworcu warto zjawić się dużo wcześniej przed planowaną godziną odjazdu, bo parafrazując rodzeństwo Wachowskich, można się tam poczuć jak Alicja wpadająca do króliczej nory.

185 182 150 133 118 115 89 72 77 43 41 30 27 (2) 22

Witamy na innej planecie
Przestronny, klimatyzowany autobus; wygodne, rozkładane do pozycji niemal leżącej fotele, podnóżki oraz daszki osłaniające zmęczonego wędrowca od nadmiaru bodźców. W takich warunkach przyszło mi odbyć nocną podróż do Tokio.
Dzień rozpoczął się wcześnie, ale dzięki temu miałam okazję zobaczyć zwykle zabieganą stolicę Japonii w nieco innej odsłonie – jeszcze trochę uśpioną i powolną.
O 10:00 spotkałam się z poznanym poprzez stronę http://www.tokyofreeguide.com przewodnikiem. Miły, starszy pan z chęcią pokazał mi miejsca, z których słynie jego miasto. Rozpoczęliśmy od wizyty na dziedzińcu przed Pałacem Cesarskim, siedzibą władcy Japonii. Zespół pałacowy stanowił niegdyś siedzibę szogunów i nazywany był Zamkiem Edo. Odwiedziliśmy także świątynię Meiji Jingu, którą poświęcono dawnej parze cesarskiej. Jest ona położona w niezwykle malowniczym otoczeniu rozległego i wiecznie zielonego lasu. W tej samej części miasta zawitaliśmy do gwarnej i barwnej dzielnicy Harajuku, ulubionego miejsca młodzieży reprezentującej przeróżne japońskie subkultury. Potem przyszedł czas na Tokyo Sky Tree i Roppongi – najbardziej rozrywkową część miasta.
Kolejny dzień w Tokio spędziłam w dzielnicach Asakusa i Ueno. Odwiedziłam tam świątynię Senso-ji z okresu Edo, jeden z najważniejszych obiektów shintoistycznych w Japonii oraz pasaż handlowy Akamise, gdzie można zakupić pamiątki i skosztować miejscowych specjałów, m.in. słodyczy wyrabianych z mączki ryżowej z nadzieniem z zielonej fasoli. W kwestii smaku takich łakoci nie będę się wypowiadać.
Nocleg i wieczorną rozrywkę w stolicy zapewnił mi Japończyk poznany przez portal http://www.couchsurfing.com. Dzięki jego uprzejmości spędziłam w Tokio niezapomniane chwile oraz dowiedziałam się, że Japończycy nie mają potrzeby zamykania swoich mieszkań. Przecież nikomu nie przyjdzie tam nawet do głowy, że ktoś może ich okraść. To zachowanie niegodne Japończyka.

292 222 184 99 95 87 85 84 68 54 52 33 26 24 20 (2) 5 1

Miasto tysiąca i jednej świątyni
Kamakura, bo o niej mowa, to niewielkie, przybrzeżne miasteczko położone kilkadziesiąt kilometrów na południe od Tokio. Atmosferę tego miejsca, nazywanego czasem Kioto Wschodu, tworzą cisza i spokój świątyń oraz ogromny, odlany z brązu posąg Buddy Daibutsu. Można tam nieustannie obserwować Japończyków składających ofiarę z kadzideł.
Łatwo tu dotrzeć z centrum Tokio i jeszcze łatwiej poruszać się po samym miasteczku. Jego niewielkie rozmiary sprzyjają pieszym wędrówkom. Każdy znajdzie w Kamakurze coś dla siebie – tajemnicze sanktuaria, buddyjskich mnichów, panoramiczny widok na górę Fuji, czyste plaże, a nawet dżunglę, która jednak w styczniu wcale nie jest tropikalna. Tam tez nabyłam swoją ulubioną pamiątkę z podróży – drewniane, ręcznie malowane pałeczki do ryżu za 100 Y.
Po powrocie do Tokio , żegnałam się z Japonią spacerując po słynnym skrzyżowaniu Shibuya, chłonąc atmosferę miejsca, gdzie kobiety chodzą w zbyt dużych butach, a siorbanie podczas jedzenia oznacza, ze było ono smaczne.

100 92 78 69 7 8 4 3 (2) 23

A na imię mu było Gaijin
Obcokrajowca w Japonii nazywa się gaijin. Warto pamiętać, że nie jest to zwykłe słowo, ale cały wachlarz norm i zachowań, które wcielają w czyn Japończycy w obecności każdego nie-Japończyka. Pierwsze spotkanie z krajem kwitnącej wiśni to także mnóstwo nowych bodźców. Ciekawe smaki, dziwne zapachy, skomplikowane napisy, obco brzmiący język i wszechobecne na ulicach automaty z mydłem i powidłem.
Pomimo że, tempo zwiedzania było prawie jak jazda shinkansenem, przywiozłam z tej podróży mnóstwo wspomnień i nowych doświadczeń oraz mocne postanowienie, że kiedyś tam wrócę. Choćby po to, żeby zobaczyć jak wiosną kwitną wiśnie.

Japonia nie jest tanim krajem, ale przy odrobinie zdrowego rozsądku nie musi też być droga. Jednorazowe ceny biletów komunikacji miejskiej w większych miastach nie różnią się znacznie od cen np. w Warszawie. Dodatkowo da się zmniejszyć ten koszt kupując bilety całodzienne na wszystkie lub tylko wybraną linię. Można również pokonywać mniejsze odcinki pieszo. Wrażenia ze spacerów niezapomniane, a gotówki nie ubywa. Wstępy do parków, większości świątyń czy innych obiektów kultu są darmowe. Z kolei bilety do zamków, muzeów czy na tarasy widokowe można kupić już za 200-600 Y, lub taniej jeśli wybierzemy karnet na kilka wstępów lub połączenie biletu miejskiego z wejściówkami do zwiedzanych obiektów.
Jedzenie warto kupować w mini marketach tzw. kombini. Za 100 Y (równowartość ok. 4 zł) możemy kupić smaczną przekąskę z ryżu lub za 150 Y z nadzieniem np. rybnym. Dodatkowo, po 18:00 sklepy tego typu przeceniają niektóre produkty nawet do 50%. Warto korzystać z nocnych przejazdów autobusami, które w Japonii są bardzo wygodne i jednocześnie pozwalają oszczędzać na noclegach.
Podczas mojej wyprawy niezastąpioną pomocą okazał się japoński portal internetowy przygotowywany specjalnie z myślą o turystach http://www.japan-guide.com. Zawiera bardzo dokładne i na bieżąco (!) aktualizowane informacje o cenach noclegów, wstępów, biletów komunikacyjnych, transporcie, czasie przejazdów, a także ciekawe informacje z zakresu historii i kultury Japonii. Jest wręcz niezastąpiony w budżetowym planowaniu podróży. Ponadto jeśli ktoś planuje spędzić trochę więcej czasu w stolicy warto zaopatrzyć się w pozycje autorstwa Susan Pompian – „Tokyo for free” – zawierającą mnóstwo praktycznych porad na temat całkiem darmowych atrakcji tego miasta.

 HOME

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s