Morze Śródziemne 2013

Data: 1.02.2013 – 9.02. 2013

Trasa: Genua (Włochy) – Saint Tropez (Francja) – Barcelona (Hiszpania) – La Goulette/Medina/Kartagina (Tunezja) – Palermo (Włochy) – Civitavecchia –> Rzym (Włochy) – Genua (Włochy)

Morze Śródziemne

Morze Śródziemne - trasa

WPISY DOTYCZĄCE TEJ PODRÓŻY

1. Śródziemnomorskie informacje praktyczne

GALERIA

RELACJA

Mimo że preferuję wyjazdy z plecakiem i wykańczające fizycznie, to będzie opis wycieczki prawie luksusowej, a mimo wszystko pełnej wrażeń i na pewno niezapomnianej:)
Pod koniec ubiegłego roku wpadło mi w ręce ogłoszenie z serwisu tanieplywanie.pl (znalezione oczywiście na f4f w zakładce LASTMINUTE). Tygodniowy (2.02.2013 – 9.02.2013) rejs wycieczkowy po Morzu Śródziemnym na trasie Genua –Marsylia –Barcelona –Tunis –Palermo –Civitavecchia -Genua w kabinie z balkonem za 239 euro + opłaty portowe dla 2 osób po 120 euro. Razem – 479 euro/2 osoby, co po ówczesnym kursie dało kwotę 1000 zł / os. za rejs z pełnym wyżywieniem. Na taki rejs należy mieć ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków. Jeśli się go nie posiada można dokupić za 1 euro za dzień i nie ma wtedy problemu. My mieliśmy już akurat roczne ubezpieczenie w Signal Iduana za 60 zł.
Dodatkowo w budżecie należy również uwzględnić obowiązkowe napiwki dla obsługi statku: 7 euro za osobę za dobę (zatem 7 euro x 7 dób = 49 euro płatne przy wyokrętowaniu).

Czy warto?

W mojej subiektywnej ocenie warto.
W zamian za taką kwotę otrzymujemy wikt i opierunek na 5* statku oraz możliwość budzenia się codziennie w innym miejscu bez konieczności ciągłego pakowania i rozpakowywania bagaży.
Miasta, do których dopływa statek można zwiedzać ze zorganizowaną wycieczką, którą należy wykupić na statku. Niestety takie wycieczki są bardzo drogie (od 50 do ponad 100 euro), a tak naprawdę każdy port można zwiedzić na własną rękę za kwotę nieporównywalnie niższą niż ta którą proponują nam touroperatorzy – w niektórych przypadkach wręcz za darmo.
Chciałabym tu także obalić mit, że nie można zwiedzać na własną rękę, bo bez wykupionej wycieczki armator nie wypuszcza delikwenta ze statku. Zakup wycieczki to sprawa indywidualna i tylko od nas zależy czy chcemy się pozbyć większej czy mniejszej ilości gotówki.

Dzień 0 – Do widzenia zimo! – kierunek Włochy
Nasza wycieczko-podróż rozpoczęła się w piątek o 4 rano kiedy to z walizką, wśród śnieżnych zasp musieliśmy drałować na Okęcie, żeby zdążyć na pierwszy samolot do Bergamo. Oczywiście zaspaliśmy i oczywiście prawie się spóźniliśmy ale bez takich smaczków życie traci swój urok :)
Z Bergamo szybko dostaliśmy się do Milano Centrale. W oczekiwaniu na pociąg do Genui, sprintem godnym Usaina Bolta dotarliśmy do najsłynniejszej chyba budowli w Mediolanie – Il Duomo. Szybki spacerek, chwila dla fotoreportera i powrót na stację.
W Genui byliśmy zgodnie z rozkładem po około 90 minutach jazdy wygodnym, czystym i cieplutkim pociągiem. Samo miasto jest naprawdę godne polecenia. Typowo włoskie uliczki, urocze zakamarki, przyjemna wiosenna temperatura i wszechobecne palmy :) To może nic nadzwyczajnego ale w środku polskiej zimy i wiecznie przemarzniętych kończyn to naprawdę wspaniały widok. Genua posiada jedną linię metra, którą można przejechać miasto z jednego końca na drugi. Bilet (chyba 100-minutowy – niestety nie pamiętam dokładnie) kosztuje 1,5 euro. Nikt jednak ich nie sprawdza .
W tym właśnie środku lokomocji zaczepiła nas pewna dziewczyna. Słysząc, że rozmawiamy po polsku spytała skąd jesteśmy i przez te kilka minut jazdy tak sobie rozmawialiśmy o pogodzie :) Mówiła pięknie po polsku z lekkim włoskim akcentem więc pomyślałam, że to Polka, która już baaaardzo długo tam mieszka. Jednak okazało się, że to rasowa Włoszka z dziada pradziada, która na dodatek nigdy (!) nie była w Polsce, ale ma wielu znajomych Polaków i tak jej się spodobał nasz język, że się go po prostu nauczyła. A podobno polski to jeden z trudniejszych języków…
Zwiedzaliśmy okolice Starego Miasta do wieczora, spróbowaliśmy wypieków z jakiejś lokalnej piekarni i z pełnymi brzuchami zakończyliśmy dzień nr 0.

Dzień nr 1 – Ci vediamo Genua
Następnego dnia po śniadaniu pojechaliśmy do portu, żeby się zaokrętować na nasz statek (nazywał się MSC Splendida http://www.msccruises.com/gl_en/Ships/M … ndida.aspx).
Na wejście mieliśmy wyznaczoną godzinę 15:00, ale o 11:00 tez nie było problemu. Boarding przebiegał szybko i sprawnie. Zdaliśmy bagaże, zrobiono nam zdjęcie do identyfikacji, wydano karty pokładowe i już mogliśmy zacząć poszukiwania właściwej kajuty. Poszukiwania – dosłownie :) Bo statek, który posiada 18 pokładów, na których może pomieścić około 4500 osób, to takie małe miasteczko. Ale na szczęście ten kolorowy zawrót głowy i totalny brak orientacji w terenie trwał tylko przez 2 pierwsze dni.
Wypłynęliśmy z Genui punktualnie o 18:00.

Dzień nr 2 – Bonjour Marsylia
Ale to tylko plan :) Pogoda pokrzyżowała nam plany i zamiast do Marsylii zawitaliśmy do miasta pewnego bardzo praworządnego żandarma – Saint Tropez. Zarzuciliśmy kotwicę w niewielkiej zatoczce i szalupami odstawiono nas na brzeg. Podobno Saint Tropez to idealne miejsce dla snobów wszelkiej maści. Jeśli chcesz się pochwalić nowym luksusowym samochodem, łodzią za grubą kasę lub młodą, piękną żoną to nie ma lepszego miejsca. Podobno jest też drogo. Nam nie dane się było przekonać ponieważ była niedziela, poza sezonem i wszystko pozamykano na cztery spusty. Kupiliśmy tylko małą wodę i chipsy w jedynym czynnym minimarkecie, ale ceny były wg mnie standardowe jak na ten rejon Europy, czyli jakieś 25% wyższe niż u nas. Samo miasteczko, typowo portowe jest bardzo urokliwe, ale malutkie i już po około 2 godzinach nie było tam co robić, a większość ludzi, który spacerowali po ryneczku to nasi statkowi współlokatorzy :)

24 23 22 20 19 18

Dzień nr 3 – Hola Barcelona
Jeden dzień na to miasto to zdecydowanie za mało (wiedzą o tym Ci, który już tam byli), ale ponieważ oboje byliśmy już wcześniej w stolicy Katalonii postanowiliśmy wrócić do miejsc, które poprzednim razem zrobiły na nas największe wrażenie i uzupełnić ten zestaw o Park Guel, którego jeszcze nie mieliśmy okazji odwiedzić. I tak na tapetę poszła, a jakże Sagrada Familia, Las Ramblas, Barrio Gotico, Casa Mila, Casa Batllo, Parc de la Ciutadella, Łuk Triumfalny i wyżej wspomniany Park Guel.
W Barcelonie nie wydaliśmy ani jednego euro. Dystans z portu do miasta pokonaliśmy pieszo (20 minut swobodnym krokiem, chodnikiem wzdłuż drogi szybkiego ruchu), jedzenie i wodę zabraliśmy ze statku (w teorii nie można), a z komunikacji miejskiej nie korzystaliśmy wcale ponieważ spokojnie można to wszystko zobaczyć po prostu spacerując. Na statek wracaliśmy też spacerem tyle, że bardziej w stylu Roberta Korzeniowskiego, ale tylko dlatego, że za długo wygrzewaliśmy się na słoneczku w Parku Guel.

17 16 14 13 12 11

Dzień nr 4 – Ahoj Morze Śródziemne
Kolejny dzień spędziliśmy na statku w drodze do Afryki.
Czas upłynął bardzo szybko. Rytm dnia wyznaczyły nam posiłki. A trzeba przyznać, że jedzenie było dobre i urozmaicone. Poza tym były baseny, SPA, kasyno, kino 4D, teatr, różne bary i dyskoteki, można się było zrelaksować czytając książkę (jeśli nie macie swojej na statku jest bibliotek z książkami w kilku językach) lub zagrać w Bingo. Oczywiście niektóre atrakcje są płatne inne nie. Ale tak naprawdę nie trzeba wydawać żadnych pieniędzy, żeby miło spędzić czas na statku.

Dzień nr 5- صباح الخير La Goullette
To chyba najciekawszy punkt rejsu, bo jak wiadomo im więcej różnic kulturowych tym bardziej interesująco. La Goullette to niewielki port położony ok. godzinę jazdy od Tunisu – stolicy Tunezji. Zdecydowaliśmy się jednak na zobaczenie pobliskiej Mediny oraz ruin w Kartaginie. W drodze z portu na stacje kolejową (10-15 minut pieszo) zaatakowało nas stado taksówkarzy, którzy mieli „special price for you my friends” – czyli za „jedyne” 20 euro oferowali podwózkę do Mediny, Kartaginy i Tunisu w jednym  Potem cena spadła do 10 euro, a stanęło na 5, bo podobno pociąg jedzie i jedzie a kosztuje tyle samo, więc w ramach przyjaźni polsko-tunezyjskiej zawiozą nas po kosztach . Jak się okazało pociąg jechał do Mediny „aż” 20 min a kosztował zawrotne 0,5 dinara czyli 1 zł  (zakupiony w rozlatującym się białym baraku zaraz obok torów). Ale fakt faktem sama podróż do najprzyjemniejszych nie należała. Pociąg upchany był do granic możliwości. Oprócz nas była w wagonie jeszcze trójka Francuzów więc stanęliśmy blisko siebie pilnując nawzajem swoich toreb. Ale to nie obawa przed kradzieżą zjeżyła nam włosy na głowie a ułańska, a może raczej arabska fantazja tunezyjskich nastolatków. Otóż, chyba w ramach rozrywki, przez całą drogę któryś z nich blokował drzwi wagonu i trzymając się kurczowo ściany biegł obok pociągu, potem wskakiwał do wagonu i znów wyskakiwał, potem koledzy po kolei robili to samo i tak całą drogę. Nikt z dorosłych nie reagował więc dlaczego mieliby tego nie robić? Przecież to taka świetna zabawa. W powrotnej drodze grupka nastolatków uznała, że super będzie sobie nawzajem dawać w gębę z otwartej dłoni i tak sobie uprzyjemniali jazdę aż do wysiadki wymachując mi rękami przed nosem.
Medina to miasto o pełnej temperamentu, orientalnej atmosferze. Czasem jest określane mianem „perły Sahelu”. Stara część miasta jest otoczona murami miejskimi z IX wieku, a w ich obrębie znajduje się Ribat, uważany za najstarszą budowlę islamu w Afryce północnej, wieża sygnalizacyjna Kasbah i targ regionalny „suk” oferujący przedmioty tunezyjskiego rzemiosła artystycznego. Tam tez nabyłam tradycyjne tunezyjskie nakrycie głowy z kaszmiru za jedyne 5 euro (po 30 minutach targowania, odchodzeniu, przychodzeniu udało się zbić cenę z 50 euro). Szkoda tylko, że 20 metrów dalej mogłam kupić identyczną czapkę, której cena wyjściowa to 5 euro 
Poruszaliśmy się po Medinie bez mapy, bardziej na wyczucie i nie było problemu z odnalezieniem miejsc wartych obejrzenia. Warto wybrać się do muzeum stylizowanego na tradycyjny dom tunezyjski. Wstęp kosztował około 4 dinarów. Przy wejściu dostaje się kartkę (po polsku), na której wyznaczony jest kierunek zwiedzania i opisane są ze szczegółami poszczególne pomieszczenia. Zmęczeni upałem możemy podziwiać z dachu panoramę Mediny oraz widoczne z oddali ruiny Kartaginy popijając orzeźwiająca herbatkę dla gości.
W drodze powrotnej na statek wysiedliśmy na przystanku Kartage i spacerkiem poszliśmy obejrzeć starożytne ruiny. Wstęp kosztował 5 euro plus 1 euro za możliwość robienia zdjęć. Warto.

33 32 31 30 29 28 26

Dzień nr 6 – Benvenuto Palermo
Tego miasta też chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Ani samej Sycylii. Port znajduje się praktycznie w samym centrum więc spacer wydaje się być wręcz jedynym rozwiązaniem. Palermo jest miastem bogatym w historię, kulturę, sztukę, muzykę i potrawy regionalne. Choć największe atrakcje miasta można zobaczyć w jeden dzień warto poprzechadzać się tymi słynnymi włoskimi uliczkami, trochę się zgubić by potem znów się odnaleźć. Nie należy się bać tzw. „szemranych” dzielnic, których trochę w Palermo jest. Nawet te obdrapane budynki oraz wszelkiej maści rajstopy i inna galanteria głównie kobieca zwisające z balkonów mają swój własny niepowtażalny urok włoskiego, trochę sennego miasteczka. No i ta atmosfera mafijnych porachunków… Dla zainteresowanych – odwiedźcie Teatro Massimo Vittorio Emanuele, największy teatr we Włoszech i trzeci największy w Europie, otwarty w 1897 roku, który jednocześnie jest miejscem końcowej sceny słynnego filmu Ojciec Chrzestny III.

7 6 5 4 3 2 1

Dzień nr 7 –  Wszystkie drogi prowadzą do … Civitavechia (—–> Rzym)
To malutkie miasteczko portowe jest słynne praktycznie tylko z tego, że blisko stąd do Rzymu :) Ale nas zachwyciło piękną plażą, przyjemnym deptakiem wzdłuż morza i urokliwymi knajpkami. Z portu do „centrum” idzie się ok. 10-15 minut. Zaraz przy głównej ulicy jest coś na kształt kiosku, gdzie można nabyć kolejowy bilet powrotny do Rzymu i bilet na komunikację miejską w jednym za 12 euro. Idąc deptakiem wzdłuż plaży dojdziemy do stacji kolejowej skąd co około godzinę odjeżdżają pociągi do centrum Rzymu. Podroż do stacji Roma Termini trwa ok. 90 minut.
Rzymu nikomu przedstawiać nie trzeba. Zobaczyliśmy to co dało się zobaczyć przez te kilka godzin (Koloseum, Forum Romanum, Hiszpańskie Schody, Fontanna di Trevi, Watykan) i trzeba było wracać. Ale wrzuciliśmy monety do fontanny di Trevi, a to znaczy, ze jeszcze będzie okazja tu zajrzeć. Kilka lat temu na wycieczce tez wrzuciłam i proszę – wróciłam :)
Oprócz pieniędzy na bilet nie wydaliśmy nawet jednego euro. Oczywiście nie wchodziliśmy do Koloseum ani do żadnego innego miejsca gdzie trzeba było kupować bilety, ale niestety przy tak ograniczonym czasie nie mieliśmy zbyt dużego wyboru.

38 37 36 35 34 10 8

Dzień nr 8 – Arrivederci Genua + powrót
Do Genui przypłynęliśmy planowo około 8:00 rano. Szybkie śniadanie i proces wyokrętowania. Wszystko przebiegło sprawnie i szybko. Powrót do domu odbył się tą samą drogą czyli pociągiem do Mediolanu, potem autobusem do Bergamo i przylot do Polski, tym razem do Katowic.
Po wyokrętowaniu mieliśmy jeszcze kilka godzin na zwiedzanie Genui, które postanowiliśmy wykorzystać na rekonesans nowszej części miasta. Oczywiście pieszo. Zostawiliśmy bagaż w dworcowej poczekalni (5 euro za 4 godziny) i znów ruszyliśmy na podbój miasta, w którym podobno mieszkał Krzysztof Kolumb…

HOME

5 uwag do wpisu “Morze Śródziemne 2013

  1. Pingback: Zjeść ciasto i mieć ciastko – rejs wycieczkowy w 5 odsłonach | TRAVELERKA

  2. Cieszę się, że trafiłam do Ciebie. Ciekawa relacja z podróży. Szczególnie z punktu widzenia kogoś kto planuje taką podróż. Mam pytanie, w jakim miesiącu płynęliście?

    Polubienie

  3. Witaj,
    Przelot do Genui mamy już zorganizowany, bilety już kupione. Zastanawiałam się nad tym w jakim miesiącu płynęliście bo na zdjęciach raj, ciepełko. Wypływamy na początku mmarca.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s